Centrum Prasowe | Społeczne Pracownie

"Projekt budowania społeczeństwa opartego na wiedzy, zwalczanie bezrobocia i wykluczenia informacyjnego."

 
 

sobota, styczeń 20, 2007

Cyberemeryci poskramiają piekielne maszyny

Babcie w wirtualnym świecie koloryzują jak młodzi. Wszystkie odejmują sobie po kilka latek. Wszystkie piszą, że są wysportowane

Zobacz powiekszenie
70-letnia Kbsługiwać program komputerowy używany w księgowości, zapisywać w Excelu wydonstantyna Lachowska planuje, że w tym roku nauczy się oatki domowe. Internet to dla niej pestka.

Dość tego - stwierdziła 70-letnia Konstantyna Lachowska, gdy w marcu ubiegłego roku w sądzie spaliła się ze wstydu. Chciała obejrzeć księgę wieczystą, która była tylko w wersji elektronicznej. Usiadła do komputera i nie potrafiła nawet go włączyć. - Siedziałam jak gapa i czułam się okropnie - wspomina babcia Konstantyna.

Zapisała się na kurs komputerowy dla słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Domu Kultury "Świt" na Bródnie. Po ośmiu zajęciach z dumą opowiada, że wie, jak surfować w necie. Na Boże Narodzenie wysłała kartkę elektroniczną do koleżanki z kursu. Do rodziny i znajomych napisała tradycyjne papierowe kartki. - Trzeba ocalić człowieczeństwo przed maszynami - podkreśla.

Wspomina, że najtrudniej jej było przełamać strach związany z włączeniem "piekielnej maszyny", jaką wydawał się komputer. - Bałam się, że kliknę i coś strasznego się ukaże. Wpadałam w panikę, jak wyskakiwało okno, którego nie znałam. Komputer coś chciał ode mnie, a ja nie wiedziałam co. Dzwoniłam do kuzyna. Zawsze cierpliwie przyjeżdżał i go odblokowywał. Teraz wiem, że nie ma co się bać. Nie wybuchnie. Nie mogę go zepsuć. Najwyżej się zawiesi - śmieje się.

Gdy opowiada o wirtualnym świecie, na jej twarzy pojawiają się rumieńce. - Zapisałam się na następny kurs. Muszę się dowiedzieć, jak obsługiwać Gadu Gadu i w sieci zamówić bilety do teatru.

Zobacz powiekszenie
Daniel Truszkowski w internecie spędza tyle czasu, że wnuk zaczyna się o niego martwić. Marzy o własnej stronie internetowej

Cyberdziadek bez śniadania

64-letni Daniel Truszkowski, rencista z Bródna, budzi się po godz. 8 i leci do drugiego pokoju sprawdzić pocztę.

Przyszedł e-mail od nowego znajomego z Krakowa poznanego na Skypie, którego może w realu zobaczy wiosną. I od Piotrasa, 17-letniego wnuka, który pisze, że nie może przyjść, bo ma dużo zajęć w szkole, lekcje gry na gitarze i próby w zespole muzycznym.

Dopóki dziadek Daniel nie założył internetu, niewiele rozmawiał z wnuczkiem - widzieli się dwa razy w roku: na święta i urodziny. Przez internet jakoś łatwiej znaleźć wspólny język.

A dziadek idzie z duchem czasu. Na wizytówkach, które sobie projektuje, podaje numer telefonu komórkowego, adres e-mailowy i kontakt na Skypie. Ma nadzieję, że w najbliższym czasie dopisze także adres swojej strony internetowej. Jego znajomi rówieśnicy mają takie stronki. W swojej książce adresowej ma blisko pięćdziesiąt adresów e-mailowych.

Teraz musi rozesłać pocztą elektroniczną zaproszenia na wystawę. Skończony wczoraj projekt zaproszenia ma już na twardym dysku. Bo dziadek Daniel społecznie udziela się w pięciu organizacjach i przygotowuje wystawy plastyczne.

O godz. 9 wchodzi na przeglądarki z prasą. Pobieżnie czyta aktualności. Zagląda na politykę i jak zawsze żałuje. Kolejna afera. Wkurza się. Idzie zrobić kawę. Wraca z kubkiem i w wyszukiwarkę wrzuca hasło "Vincent van Gogh". W tym tygodniu czyta biografie impresjonistów. Chciałby kiedyś pojechać na Montmartre, gdzie bywał van Gogh.

Zbliża się południe. Dziadek Daniel zaczyna być głodny, bo nie jadł przecież śniadania i ciągle siedzi w piżamie. Na koniec, na chwilę tylko, wchodzi na Skype'a. Wybiera swoją grupę wiekową. Chce sprawdzić, czy jest dostępna Wanda, znajoma z Zabrza, którą niedawno "odkrył" w internecie. Numer GG dał jej znajomy. Nie widzieli się dwa lata. Oboje są samotni. On po rozwodzie. Ona wdowa. Wczoraj w internecie przegadali dwie godziny. Dziadek Daniel ciągle jeszcze nie dowierza, że można rozmawiać za darmo i z niepokojem oczekuje rachunku.

Młodzieżowe oblicze cyberBarbary

Zobacz powiekszenie
Barbara Mikołajczyk dzięki internetowi ma kontakt ze swoimi koleżankami z Warszawy i z zagranicy. - Współcześni emeryci mają tyle zajęć, że coraz trudniej im znaleźć czas, żeby spotkać się na herbatkę

Wieczorem na ekranie laptopa 59-letniej eleganckiej Barbary Mikołajczyk mruga żółta ikonka komunikatora internetowego Gadu Gadu. Ktoś chce z nią pogadać. Pani Barbara lubi, gdy nieznajomi zaczepiają ją w sieci. Rozmawia chętnie. Komunikator podłączyła jej siostrzenica, gdy była na święta Bożego Narodzenia. - Ona wyjechała, numer GG został. I dobrze.

Laptopa pani Barbarze w zeszłym roku na urodziny kupił mąż. Musiała się nauczyć go obsługiwać, bo wcześniej w pracy stewardesy komputer nie był jej potrzebny.

Z czasem do internetu przenieśli się jej starzy znajomi. Jak nie ma czasu zrobić herbatki dla pięciorga przyjaciół z Warszawy, gadają przez internet. Pisze do Haliny z Toronto: "Jesteś już sama? Dzieci wyjechały na narty? U nas zero śniegu. Znajomi odwołali wyjazd z góry. Nie ma sensu jechać, jak jest 10 stopni. Napisz, jak czuje się Kacper? Czy przeszło mu zapalenie gardła? Całuję".

Krystyna z Chicago pisze, że lata po wyprzedażach. Znalazła kilka fajnych ciuchów w ich ulubionych butikach. Udało jej się złapać brązową, skórzaną torebkę od Armaniego za śmieszne pieniądze. Pani Barbara odpisuje: "Nie opłaca mi się jechać 10 godzin, żeby kupić kilka fatałaszków. Popieram polskie marki :-) U nas też trwają wyprzedaże. Ostatnio udało mi się znaleźć elegancką bluzeczkę. Taką wyjściową. Może założę ją dziś do Filharmonii. Znalazłam też czarny, wełniany sweter. Zimy nie ma, ale będzie pasował do spodni. Pozdrawiam".

Pani Barbara nie tylko prowadzi życie towarzyskie przez internet. W sieci przegląda także strony galerii i muzeów z całego świata, szuka nowinek ze świata mody i urody, czyta ploteczki o znanych ludziach i wynajduje nowe przepisy kulinarne. Od niedawna robi też zakupy. Nowa zmywarka i lodówka pochodzą z internetowego sklepu. Teraz z mężem coraz poważniej zastanawiają się nad przejściem do wirtualnego banku.

Ale wieczorami, gdy nie może spać, siada do komputera i czatuje. Lubi kontakt z młodymi ludźmi. Lubi, jak zagadują, odpowiadają. Przyznaje, że zdarza jej się mówić młodzieżowym językiem, ale o konkretach nie chce rozmawiać. - Nicku nie podam - uśmiecha się zawstydzona. - Jest brzydki. Nikt by mnie o coś takiego nie podejrzewał.

Sekretne cyberrandki

Cyberdziadek grubo po sześćdziesiątce przyznaje się, że wchodzi na serwisy matrymonialne, dopiero gdy obiecuję, że zostanie anonimowy. O jego randkach z paniami poznanymi w internecie nie wie nawet rodzina. Rówieśnikom też się nie chwali. - Powiedzą jeszcze, że mi figle w głowie - twierdzi.

Ma kłopoty z pamięcią, gdy pytam, na ilu był randkach internetowych.

- Na jednej. Z ciekawości. Nie ma o czym gadać - ucina rozmowę.

- A jak było? - zagaduję.

- Na choleryczkę trafiłem. Spóźniłem się 10 minut, a ona zrobiła taką awanturę, że cała Starówka słyszała.

- I nie korciło pana, żeby jeszcze raz kogoś z internetu zaprosić na kawę?

- No tak. Krystyna nie była ostatnia. Była jeszcze Zofia. Zgadaliśmy się, że oboje lubimy podróżować. Szybko się okazało, że ona podróżuje, ale tylko do sklepu za rogiem. Z domu się prawie nie ruszała.

- I więcej randek nie było?

- To nie randki! - protestuje cyberdziadek. - Spotykamy się na kawie. Pogadać. Bo każdy potrzebuje miłego towarzystwa. Szczerze: jeszcze było kilka babek. Same samotne. Z innymi się nie umawiam. I zauważyłem jedno: babcie w wirtualnym świecie koloryzują jak młodzi. Wszystkie odejmują sobie po kilka latek. Wszystkie piszą, że są wysportowane. W realu okazuje się, że wiszą im brzuchy, a na basenie były dziesięć lat temu.

Zimny wychów cyberbabci

Na monitorze 76-letniej Zofii Mossakowskiej wisi żółta karteczka z pięcioma słowami: crusade, cruzada, Kreuzzug, crociata i croisade. To "krucjata" w pięciu językach - angielskim, hiszpańskim, niemieckim, włoskim i francuskim. Na biurku leży książka "Pierwsza krucjata. Nowe spojrzenie" Thomasa Asbridge'a. Szczupła, energiczna, siwa kobieta bardzo sprawnie porusza się w sieci. Dużo czyta. Gdy tylko coś ją zaciekawi, od razu hasło wrzuca w wyszukiwarkę i buszuje po internecie. Język nie jest dla niej ograniczeniem.

Rodzina nazywa ją cyberbabcią. Pierwszy komputer pani Zofii kilka lat temu pożyczył znajomy. Od razu podłączyła się do internetu. Spodobało jej się. Później kupiła własny sprzęt. Tajniki komputera i internetu musiała poznać sama. - Nie miałam wyjścia. Syn tylko raz pokazał mi, jak wejść do internetu - opowiada babcia. - Zastosował zimny wychów.

Pani Zofia szybko opanowała komputer. Ma umysł ścisły, z wykształcenia jest fizykiem, pracowała w Polskiej Akademii Nauk. Garnie się do wszystkich nowinek techniki. Od czterech lat obsługuje kamerę cyfrową. Od dwóch lat korzysta z aparatu cyfrowego. Przegrywa filmy ze swoich podróży po świecie z taśm magnetowidowych na płyty DVD. Jest zafascynowana możliwościami, jakie daje internet. W jej pokoju na półkach stoi mnóstwo książek. Wśród pozycji o historii i fizyce można znaleźć także fachowe wydania dotyczące programów komputerowych. Przeczytała je, zanim usiadła do komputera. Przyznaje, że teraz sporadycznie szuka informacji w papierowych encyklopediach.

- Wikipedia jest fenomenalna - mówi cyberbabcia. - Tam szybciej i łatwiej można wszystko znaleźć. Są błędy, ale jak zależy mi na wiarygodności informacji, sprawdzam ją na kilku stronach.

Pani Zofia czatami nie jest zainteresowana. Nie odpowiada jej poziom języka internautów. Ma adres e-mailowy, ale zapomina zaglądać do skrzynki. Po kilku dniach od wysłania wiadomości dzwoni do niej córka i prosi, żeby odebrała pocztę elektroniczną. - Rozmowa z obcymi ludźmi mnie nie interesuje - przyznaje. - Czas u starego człowieka jest bardzo cenny. Nie mam czasu na bzdurne gadanie. Szansa na znalezienie kogoś ciekawego wśród tylu tysięcy ludzi jest minimalna.

Emeryckie cyberwymówki

80-letni znajomi babci Zofii też są podłączeni do sieci, ale z niej nie korzystają. Komputer stoi i się kurzy. - Zacięli się na etapie podstawowych czynności obsługi komputera - mówi. - Powtarzanie operacji daje automatyzm. Jeżeli się z tego rezygnuje, wtedy szukanie sprawia kłopot. Nie można się zniechęcać.

Dziadek Daniel nie wyobraża sobie już życia bez komputera i wirtualnego świata. Choć przyznaje, że pierwsze kroki nie były łatwe. - Pisałem, pisałem i nagle tekst znikał. Dramat. Znów pisałem od nowa. W końcu wnuczek mi pokazał, który klawisz nacisnąć, żeby odzyskać to, co zjadło. Nadal zdarzają się wpadki, ale już nie panikuję.

Znajome rówieśniczki cyberbabci Konstantyny otwierają szeroko oczy, gdy opowiada o czatach, blogach i internecie. Dla nich to czarna magia. Namawiała je, żeby razem z nią zapisały się na kurs komputerowy, ale nie przyszły.

- Na emeryturze łatwo o wymówki - mówi. - Jestem zmęczona, za stara, nie chce mi się. Sama ich używałam przez kilka lat i siedziałam w domu. W końcu na szczęście zrozumiałam, że jeszcze mnóstwo rzeczy mogę zrobić.

Agnieszka Pochrzęst, Gazeta.pl
  SPEK© 2005 - 2009